Nibylandia
Nibylandia to miejsce zamieszkania Piotrusia Pana i jego towarzyszy. Michael Jackson nagrywając utwór wraz z jednym z Beatlesów spędzał z nim czas w wielkim ośrodku rekreacyjnym położonym niedaleko miejscowości Santa Barbara. Było to wielkie ranczo, które tak bardzo spodobało się Królowi Popu, że najnormalniej w ściecie postanowił je kupić. Kiedy je nabył za blisko sto milionów dolarów postanowił zrobić z nim coś wyjątkowego, coś, czego nikt wcześniej nie zrobił. Był wielkim fanem przygód o Piotrusiu Panie, który nigdy nie chciał dorosnąć i jednym, czego musiał się trzymać, to właśnie Nibylandia. I tak samo pomyślał Michael Jackson – będzie wiecznie młody, jeżeli będzie miał własną, będzie mógł zachować swoje dzieciństwo – tak bardzo mu na tym zależało. Nibylandia miała być ranczem dostępnym dla każdego dziecka, które chciało się tu znaleźć. Jednak po procesach sądowych, które mówiły o jego pedofilskich skłonnościach Michael zaprzestał bliskiego kontaktu z dziećmi i jego ranczo zaczęło być zaniedbywane. Do tego stopnia w koncu, że stało się ruiną i należało je zamknąć. I tak właśnie niedawno zrobiono – a okazało się też, że być może będzie to miejsce pochówku Króla Popu. Michaela Jacksona okrzyknięto najwiekszym Piotrusiem Panem show-biznesu. I ludzie, którzy to zrobili, mieli powody, by to zrobić z kilku powodów. Po pierwsze, kiedy Michael skończył sześć lat, musiał pożegnać się z dzieciństwem. Od tego czasu musiał już tylko pracować na scenie, słuchać się ojca, którego często przedstawiano jako tyrana zmuszającego dzieci do grania na scenie jak zwierzaki w cyrku do występów. Wychodzi na to, że Michael nie miał dzieciństwa. Poza tym bardzo uwielbiał kreskówkę z Piotrusiem Panem, a także i jej pierwowzór – czyli książkę. Kiedy Michael kupił wielkie ranczo i przerobił je na wzór Nibylandii – krainy, w której żył Piotruś Pan ze swoimi przyjaciółmi. Przewrotnie, im więcej miał lat, zdecydowanie stawał się coraz bardziej dziecinny – miał coraz bardziej dziwaczne kaprysy, wolał spędzać czas z dziećmi, niż dorosłymi, bawił się z nimi. Nie miało to wielkiego wpływu na to co robił, ponieważ zanim nadszedł czas upadku Króla, na scenie zachowywał się jak ociekający seksapilem muzyczny zwierzak, na widok którego mdlało setki dziewcząt. Procesy sądowe Michaela wstrząsnęły światem. Wszyscy jego fani nie mogli uwierzyć, że oskarża się ich idola o molestowanie małych dzieci. Pedofilia to nie przelewki. Adwokaci Michaela utrzymywali, że Michael bardzo lubił dzieci – uwielbiał spędzać z nimi czas, bawić się, a nawet spać w jednym łóżku, tak jak mają zwyczaj robić to normalni młodociani przyjaciele. Nie była to najlepsza obrona, jaką można sobie wymarzyć, ale to była prawda – przynajmniej to przyznawał Michael w każdym późniejszym wywiadzie. Procesów było kilka, każdy nagłaśniany był niesamowicie głośno, najważniejsze pisma na świecie od razu stawiały wyroki – pisały artykuły zatytułowane w stylu „Hańba Króla”. I to jest ich wielka porażka, ponieważ kiedy sąd uznał, że Michael jest niewinny, nikt nie pisał o tym w kontekście własnej porażki. Nikt nie mówił już głośno o tym, że jednoznacznie zostało ustalone, że Michael Jackson jest czysty i tak naprawdę nie molestował dzieci, a jedynie jego rodzice wyczaili w tym niezły zarobek. Bo sprawy zostały zamknięte – niektórzy wycofali swoje zarzuty, ale pod warunkiem dość sporej zapłaty. I Michael postanowił zapłacić i mieć święty spokój.
Kategorie: Ludzie | Tagi: dzieci, fan, kontakt, normalna, pan, pomysł, przygoda, przygody, skłonność
Bubbles to wymyślone na poczekaniu imię pewnego szympansa. Kiedy Michael uwolnił się od wojego ojca i zaczął sam nagrywać, szybko zdobył niesamowity sukces. Po nagraniu „Thrillera” przyszła kolej na „Bad”. Tuż przed pierwszym wejściem do studia, jak wiadomo, Jackson lubił oddawać się wycieczkom, robić rzeczy, których zabrakło mu w dzieciństwie. I tak robił – kiedy pojechał do zoo nieopodal swojego studia odnalazł tego szympansa, który niedawno trafił za kratki. Michaelowi tak bardzo spodobał się ten szympansik, że postanowił się nim zaopiekować. Od tamtej pory najbliżsi Michaela twierdzili, że nie rozstawał się z nim prawie nigdzie. Nawet kiedy wynajmował pokoje w hotelu, prawie zawsze były to pokoje dwuosobowe – jedno łóżko było dla Michaela, a drugie dla szympansa. Miłość Michaela do szympansa nie wyczerpała się wprawdzie nigdy, ale na starość zwierzak stawał się zbyt agresywny, żeby mieszkać z człowiekiem pod jednym dachem i gwiazdor zmuszony był oddać go do schroniska. Niemniej jednak na zawsze Michael twierdził o Bubblesie, że był jego pierwszym dzieckiem. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych Michaela Jacksona kojarzono tylko przez pryzmat dziwactw. Jego maska była jedną z pierwszych oznak tego, co się później wydarzy. Wcześniej jeszcze był szympans Bubble, ale każdy w końcu może bardzo pokochać swojego zwierzaka – nawet tak bardzo, by nazywać je swoim dzieckiem. W każdym razie między okresem owej małpki a maski kwitły pytania dotyczące koloru jego skóry, który z czasem stawał się coraz bardziej biały. Podejrzewano bardzo rzadką chorobę, która wywołuje właśnie wybielanie się skóry – bielactwo wrodzone, ale media wolały podchwycić wersję o cyklu operacji, które miały ją wybielić całkowicie, ponieważ Michael chciał wyzbyć się czarnego odcienia. Do dzisiaj do końca nie jest wiadome, co się właściwie stało z jego skórą. Inna sprawa to także kwestia jego dzieci, które wychowywał samodzielnie, odseparowując je od matek. Zakrywał im twarze, by nie były dostrzegalne dla mediów, a kiedy jedno z nich było jeszcze niemowlęciem, wystawił je za balustrady balkonu, by pochwalić się tłumowi. Wszyscy przyjęli to jako oznakę szaleństwa, a on chciał jedynie podzielić się swoim szczęściem.